środa

if you love me, won't you let me know

czyli troche jesiennej depresji. od kilku dni slucham albumu Viva la vida z nadzieja, ze poprawi mi humor. chyba wybralam zly zespol (choc jeden z moich ulubionych)...od kilku dni nic mi sie nie chce, mam ochote zaszyc sie pod koldra i spac, spac, spac...i piec ciasta. i sluchac coldplay. i czytac Twiglight. a dookola praca, silownia, kolacje ze znajomymi...chce sie zatrzymac, odetchnac, przytulic do Niego na dluzej niz minute...


tymczasem zbliza sie pierwszy listopada...i troche sie boje, jak minie ten dzien...w tym roku ten dzien bedzie inny, nie bedziemy odwiedzac tylko dziadkow, ktorych praktycznie nie znalismy...


ps. mialam ochote na ciasto. upieklam. czekoladowo - kokosowe. wyszlo pyszne. nie mam ochoty go jesc...ide do sklepu kupic wino...

2 komentarze:

Zeruya pisze...

Uściski.
Szkoda, że tak daleko.
Zjadłabym kawałek :)

funghetto pisze...

dobre bylo. ja wprawdzie nie jestem wielbicielka ciast, tzn ich nie jem, ale za to lubie je piec. to jest ostatnio odkrylam, ze lubie piec, bo to jest dopiero drugie czy trzecie ciasto mojej roboty :)